Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bursztyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bursztyn. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lutego 2010

Nowi mieszkańcy

Przedstawiamy nowych bohaterów kocio-psich historii - Tygrysek i Łatka, półroczne, półdzikie ale cudowne kociaki. 
Tygrysek to, jak łatwo sie domylić, kocurek - charakterny i bardziej ufny od siostry - czasem nawet da się pogłaskać i wziąć na ręce. Jest w trakcie nawiązywania przyjaźni z Suzi - albo raczej to Suzi na wszelkie sposoby usiłuje przekonać do siebie kocurka, który nawet już na nią nie prycha, choć nadal zachowuje dystans w kontaktach z psiną.
Łateczka jest strachliwa, lub jak kto woli - wyjątkowo ostrożna w kontaktach z ludźmi i innymi domownikami. Na ręce można ją wziąć tylko wtedy, gdy da się zapędzić w jakiś kąt, z którego nie umie uciec. Wzięta na ręce od razu sztywnieje ze strachu. W stosunku do Suzi jest wyjątkowo nieufna - syczy, prycha, warczy, podczas gdy pieska macha przyjaźnie ogonem.
Kotki, ze względu na płochliwą naturę, mieszkają w pomieszczeniu, gdzie trzymamy siano, choć dwie noce spędziły w domu zamknięte w kuchni.
Zobaczymy co będzie dalej. Nie miałam jeszcze przyjemności przebywania z półdzikimi zwierzakami :)
Bursztyn nie wrócił.... szkoda... widać tak miało być.

sobota, 2 stycznia 2010

Kiepski początek roku (Bad beginning)

Podejrzewam, że nie tylko ja jestem zadowolona z faktu, że Sylwester już minął. Wprawdzie zwierzaki niespecjalnie przejmowały się tym, co dzieje się za oknem (za wyjątkiem Oski, która po radosnym pierwszym wystrzale czmychnęła z fotela w sobie tylko wiadomym kierunku) jednak lepiej, gdy na zewnątrz jest cicho. Obawiałam się, że Suzi będzie histeryzować, ale ona spała sobie słodko na fotelu.
Jedynym poszkodowanym może być Bursztyn, który do chwili obecnej nie wrócił z wojaży. Jak słusznie zauważyła Abigail - mógł go spłoszyć jakiś wystrzał. Niestety poszukiwania i rozpytywanie o kota nie przyniosło żadnych rezultatów. Szkoda, że rok 2010 zaczął się dla nas niezbyt pomyślnie. Nadal czekam na powrót kocurka i nigdy nie przestanę... mimo iż coraz bardziej jestem przekonana, że już nie wróci....
Poniżej zamieszczam parę fotek Bursztyna - to jedne z ostatnich, jakie mu zrobiłam. Te akurat maja paskudną jakość, ponieważ były robione naprędce telefonem. Ten kot naprawdę uwielbiał moje towarzystwo...tak bardzo, że przesiadywał nawet w mojej torebce. W sierpniu skończył rok.
Dziękujemy wszystkim za trzymanie kciuków i słowa otuchy.

No i mnie przyłapała....

 Tjaaa...chyba się trzeba ewakuować.....




uhm...hello :D

środa, 30 grudnia 2009

Zaginięcie..

...Bursztyna. Wyszedł z domu przedwczoraj i do tej pory nie wrócił...kot, który opuszcza dom tylko na parę chwil, by za chwilę sterczeć na balkonie z wytrzeszczonymi oczami i błagalnie miauczeć o otwarcie drzwi. Nie ma go. Przeszukałam wszystkie zakamarki - ani śladu ... Zaczynam tracić cierpliwość i coraz częściej nerwowo patrzę w kierunku drzwi balkonowych w nadziei, że ujrzę w szybie dwoje świecących się oczu.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Bursztynek pozdrawia (Greetings from Amber)

Autor bloga i jego narzędzie pracy - wszystko jest pod kontrolą :)
The author and his work tool - everything's under control :)


sobota, 12 grudnia 2009

Dla spostrzegawczych :D (for observant people)

Znajdź różnicę - find the difference ;)


Bursztyn w grudniu 2009.
Amber in December 2009

Bursztyn w lutym 2009
Amber in February 2009

wtorek, 8 września 2009

To my! :D

Hej, hej... to my! :D Informujemy, że żyjemy, mamy sie doskonale, ale w związku z tym, że od miesiąca grzebiemy się w remoncie nie mamy zbytnio czasu na uzupełnianie notek ;)
Rekonwalescenci zapomnieli już o przeżyciach o weta, no i odwiedza nas pewien gość - ale o tym w następnej notce, gdy już powrócimy do pełni wirtualnego życia :)
Na osłodę zdjęcie rekonwalescentów w trakcie remontu :)

poniedziałek, 29 czerwca 2009

I już po....

W końcu mogę zasiąść do laptopa i napisać parę słów o wizycie u weta i o tym, co było potem.
Ani Bursztyn ani Suzi nie podejrzewali, że pancia może ich skazać na takie cierpienia. Droga do weta przebiegła bez przygód, Bursztyn wprawdzie trochę pomiaukiwał, ale to sie wytnie ;) w końcu po raz pierwszy zamknięto go w klatce, wsadzono do jakiejś wiekszej klatki i wywieziono poza obręb domu i znajomych pól i łąk. W poczekalni Suzi obszczekała reklamę z olbrzymim zdjęciem wilczura.. musiałam wziąć psinę na ręce by pokazać jej, że ten wilczur to tak naprawdę nie wilczur - dała się przekonać. Weterynarz uznał że operacja potrwa jakieś półtorej godziny, tak więc pojechaliśmy do teściów na kawę. Umówiłam się z wetem, że da mi telefonicznie znać, gdy zwierzaki będą do odbioru. Gdy zadzwonił byłam już w połowie drogi do weterynarii - nie, nie spóźnił się z telefonem... to ja już z nerwów nie mogłam u teściów wysiedzieć i nie czekając na telefon od weta ruszyłam po zwierzątka ;)
Suzi była już prawie wybudzona, Bursztyn spał jeszcze jak zabity gdy przyjechalismy do domu. Zrobiłam obydwu posłanie i czekałam aż zaczną przejawiać jakieś znaki zycia - Bursztyn chociażby najmniejsze, Suzi większe ;) Już pól godziny później Suzi zaczęła dreptać po mieszkaniu, Bursztyn wybudził się dopiero około 17.00 i z wdzięczności puścił pawia na panele. Popołudnie minęło mi na ciągłym doglądaniu rekonwalescentów. Nie wiem kogo było mi bardziej żal - zataczającego się Bursztyna, czy Suzi, która z bólu nie wiedziała czy ma leżeć na boku, na brzuchu czy na plecach. Podałam jej pyralgin jak radził wet, ale nie wiem czy pomogło. Chyba trochę tak, bo po godzinie od podania leku Suzi wstała i przydreptała do drugiego pokoju, a potem do kuchni, gdzie poczęstowano ja wątróbką. Wyszłyśmy nawet do ogrodu, gdzie psina przypomniała wszystkim wokól, że nadal pilnuje obejścia - na wypadek jakby ktos pomyślał inaczej ;)
Obecnie spią - Bursztyn u mnie na kolanach, Suzi na kolanach u D. Mam nadzieję, że jutro obydwa zwierzaki będą czuły się o wiele lepiej.

Pozdrowienia od nie do końca jeszce przytomnego Bursztyna i obolałej Suzinki.

Suzi po przywiezieniu do domu, w gustownym wdzianku:
Bursztyn jeszcze w narkozie:
Tutaj na wpól przytomny:

wtorek, 23 czerwca 2009

Mały dramat

Kolejny pamiętny dzień przed nami. W poniedziałek Suzi i Bursztyn pozostawią u weta pewne części ciała :P Ciekawe czy straca tożsamośc jak Rudy i Dżinks ;) Wspominałam, że obydwa kocurki myślą że znowu są kociątkami?
W każdym razie Bursztyn na pewno szybko wróci do formy, oby Suzinka też.

W międzyczasie rozegrała się u nas mała tragedia. Oseńka zaklinowała się w uchylonym oknie podczas gdy byliśmy w pracy.. do dziś nie wiemy kto ją stamtąd wyciągnął, zakładam że sąsiadka, która usłyszała płaczącą kotkę. Weterynarz stwierdził paraliż tylnej lewej łapki i zawyrokował, że koteczka wróci do formy po 8 tygodniach. Wraca. Widać wyraźną poprawę... idąc nie ciągnie juz bezwładnej łapki za sobą, nie zostawia jej z tyłu gdy lezy czy siedzi. Trochę jeszcze na nią utyka. Coś mi się zdaje, że koteczka wróci do zdrowia duzo wcześniej niż zakładał wet - i bardzo dobrze :) My zaś nie zostawiamy juz uchylonego okna w kuchni.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Niedziela

Cudowna pogoda skłoniła nas dzisiaj do spędzenia prawie całego dnia w ogrodzie. Podczas gdy ja próbowałam złapać odrobine opalenizny, zwierzaki wygrzewały się w słońcu zalegając na rabatce, gdzie zasadniczo powinny rosnąć aksamitki, ale dziwnym trafem rośnie tylko trawa, którą tydzień temu z rabatki wyrwałam.
Dzinks i Rudy zawarli chyba pakt, bo od jakiegoś czasu trzymają się razem. Razem spią, razem jedzą, razem ganiaja te same urojone myszy, razem wylegują się w rabatkowej ziemi.
Oska najpierw ułozyła się na moich kolanach, ale najwidoczniej słońce za bardzo piekło, więc wyłożyła się za rabatkową lampą, która rzucała odrobinę cienia na czarne futerko.
Jedynie Białaska zajęła sie czyms konkretnym - polowaniem na ptaki, na których brak dzisiaj narzekać nie mogła. Były i szpaki, i sikorki, i wróble... kopciuszek, dzięcioł i muchołówka też sie pojawiły - na szczęście w odległości bezpiecznej od zainteresowanej nimi koteczki. Zniesmaczona przydreptała do mnie dając do zrozumienia, że mam jej jakiegoś ptaka upolować. Gdy zorientowała się, że na to też nie może liczyc podreptała na dach kurnika, skąd miała doskonały punkt obserwacyjny na cały ogród i posesje sąsiadów.
Bursztynek po spędzeniu 7 m-cy wyłącznie w domu jest zachwycony podwórkiem. Odezwała się w nim natura odkrywcy i znika na całe dnie. Ostatnio szlajał się 2 dni bez przerwy po okolicy i postanowił wrócić dziś o 6 rano, kiedy ja i D. smacznie spaliśmy po imprezie, wyrywając nas z błogostanu rozpaczliwym miauczeniem pod oknem sypialni. Stac mnie było tylko na to, by po omacku doczłapać do drzwi balkonowych, wpuścić marudę i wrócic do łózka.
Suzi postanowiła strzec nas dzisiaj przed kogutem, który to, jak na tchórza przystało, potrafi zaatakować siedzących w ogrodzie ludzi od tyłu, gdy oni najmniej się tego spodziewają.
Towarzyszyła nam też jedna z kurek, która zapamiętała, że siedzący w ogrodzie ludzie = jedzonko :) Krążyła wokól ogrodowego stolika przypominając nam o swoim istnieniu delikatnym poddziobywaniem. Niestety, oprócz czekolady i kawy nic nie mogliśmy kurce zaoferować.
A w związku z tym, że miałam lenia, nie ma zdjęć zwierzaków... nie chciało mi się lecieć do domu po aparat. Obiecuję poprawę! :)
Pozdrowienia dla wszystkich od Bursztyna, który właśnie przylazł na biurko pozasłaniać mi klawiaturę. W końcu to on powinien być w centrum uwagi, a nie jakiś laptop ;)) O, do pozdrowień dołącza się też Oska - właśnie dołączyła do Bursztyna starając się zasłonić tę część laptopa, której nie udało się zasłonić Bursztynowi :) Kończę, ponieważ każdy ruch mojej ręki spotyka się z niezadowolonym "mrrrau" Bursztyna, który zaległ na mojej prawej ręce, skutecznie utrudniając pisanie.

poniedziałek, 2 marca 2009

Decyzja zapadła

To oznacza, że Diablik ostatecznie zostaje u nas. Został też przemianowany z roboczego "Diablika" na Bursztyna :) Nad imieniem nie zastanawiałam się zbyt długo - wystarczyło spojrzeć w bursztynowe oczy koteczka i imię samo się znalazło :)
Poniżej:

Pancio zakupił płytę główną do komputera, pozostałość po niej Gigakoty umiejętnie zaanektowały :) Ciekawe który z nich to Oska, a który Bursztynek... ;))


Ktoś mógłby pomyśleć, że biedaczki koty nic do picia nie dostają, i to dlatego Oska rzuciła się na bryłkę lodu zalegającą przez moment w zlewie...
Wszędzie dobrze, ale na kolanach Panci najwygodniej... to nic, że Panci w tej pozycji za wygodnie nie było, biorąc pod uwagę fakt, że musiała górna częśc tułowia wykręcić o 90 stopni w stosunku do dolnej części. No ale czegóż się nie robi, żeby nie zbudzic śpiącej kociny...

niedziela, 22 lutego 2009

Parę fotek


Tak właśnie przeszkadzamy panci, gdy ona próbuje popracować na laptopie :)

sobota, 7 lutego 2009

Mysza

Tak, dałam sie skusić przemiłej pani w sklepie zoologicznym i zakupiłam dla kociastych zabawkę - mysz sznurkową z czymś szeleszczącym wewnątrz. Niestety kociaste nawet się myszą nie zainteresowały, totalnie olały temat, zaś dziś rano znalazłam ową mysz w paszczy Suzinki. Dobrze, że zabawka się nie marnuje, ale teraz to sie obawiam, że długo nie wytrzyma naporu Suzinych ząbków. Chwilowo jeszcze jest w całości, no ale skoro Suzi wyszarpała listwę przypodłogową oraz kawałek balkonu, to dlaczego miałaby nie poradzić sobie z taką zabaweczką, prawda? ;)
Apropos ząbków - Diablik znalazł nowy sposób okazywania nam swoich uczuć - podgryzanie. Podchodzi, niby to ociera się o ręke żeby za sekundę walnąć mnie zębami. Na szczęście żadna z moich rąk jeszcze nie ucierpiała, bo kocinka jest wyjątkowo delikatna... i oby tak zostało :)



wtorek, 3 lutego 2009

Powrót :)

Jesteśmy z powrotem :) Na początek kilka fotek Oski i wyrośniętej już "Czarnej Rozpaczy" ;) Tak tak, w dalszym ciągu jest z nami. Nikt nie chce kociaczka przez to zapewne, że ten non stop drze swą maleńka paszczę - w tej kwestii nic sie niestety nie zmieniło. Jeśli ktoś nie wierzy, 2 pierwsze fotki rozproszą wątpliwości :) Kicia ma już 6 miesięcy i zaczyna być kropka w kropkę podobna do Oski. Nawet ja mam czasem problem z odróżnieniem tej dwójki. Różnią się jedynie kolorem oczu - Oski są zielone, Diablika bursztynowe... no i Diablik ma trójkątny łepek. Diablik stał się też taką samą przylepą jak Oska. Czasami czuję się jak czarnoksiężnik jakiś - zawsze, na każdym miejscu i o każdej porze towarzyszą mi dwa czarne koty, nawet teraz. Jeden okupuje lewą stronę laptopa, drugi prawą, z czego jeden głosno ponagla mnie bym już zamykała laptopa. A gdy przeniosę się do drugiego pokoju, dwa czarne koty podąża za mną i zapewne usadowią się obok mnie na kanapie. Diablik wlasnie uznał, że chyba go nie słysze, więc postanowił usiąść pomiędzy mna i laptopem bym łaskawie go zauważyła. Patrzę więc na monitor spomiędzy uszu kota...
Co słychać u reszty - jest dobrze ;) Dżinksio i Rudasek baardzo się zaokrąglili, co wcale nie umniejsza ich urodzie, a wręcz przeciwnie! :) Szczególnie Dżinks wygląda przeuroczo ze swoją tuszą. Białaska chadza swoimi ścieżkami, bycie przylepą nie jest w jej guście. To ona decyduje o tym kiedy i czy w ogóle chce być głaskana. Księżna normalnie!
Suzi czeka w tym miesiącu sterylka. Bidula nawet się nie spodziewa, Pancia zaś przekonuje samą siebie do tego, by wreszcie zadzwonić do weta i zamówić wizytę, a trzeba sie spieszyć!
Niestety nie wiem co dzieję się z Diabliczką i Kropeczką. Próbowałam się skontaktować z ich nowymi właścicielami, ale bezskutecznie. Żyję zatem nadzieją, że są szczęśliwe.


Diablik:
Oska: