Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dżinks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dżinks. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 listopada 2009

Po przerwie.... (after a break)

...należy przeprosić za tak długa nieobecność i mieć nadzieję, że jeszcze ktoś z Czytelników o nas pamięta :) Ponieważ mamy sporo fotek postanowiliśmy podzielić je na 2 (lub więcej) postów :D
Remont zakończyliśmy we wrześniu, ale ciągle było coś, co uniemożliwiało nam nadrobienie zaległości na blogu... ale wreszcie jesteśmy (pochwalilibyśmy się fotkami odremontowanego mieszkania, ale to w końcu blog kociastych, nie Panci :D)
Na początek wyjaśnimy zagadkę tajemniczego gościa, o którym była mowa w poprzednim wpisie. Otóż chodzi o kocurka mojej kuzynki, którego imię brzmi Rudolf :) Tak bardzo kocisko upodobało sobie nasz ogród i dom, że postanowiło odwiedzać nas codziennie. Wyjada jedzenie moim kociastym, wręcz odpędza je od misek warcząc głośno, wyleguje się na kanapie, kaloryferach i "kocim" fotelu... nawiązał tez niezwykłą znajomość z Suzi :) Wszystko zostało uwiecznione na fotkach poniżej.
W związku z tym, że "zlinkowaliśmy" nasz blog do FriendFeed, Facebooka i Twittera, gdzie czytają (lub będą czytać) nas głównie obcojęzyczni internauci, będziemy od czasu do czasu wstawiać kilka słów (bo nie chce nam się całości tłumaczyć) po angielsku ;)

TRANSLATION: We (me and my pets :D) have to apologize for not being online for a while, and we hope there's still someone who remembers about us :) Because we made a lot of photos they'll be published in two or more posts :)
At the beginning lets explain who's the mysterious guest at our house that was mentioned in the previous post. Well, it's my cousin's cat - Rudolph. He loves us and our place so much that he decided to visit us everyday. Susie - my dog, has become Rudolf's best friend, as you can see in the pics :)

Pancia zaczęła pobierać u swojej dyrygentki lekcje gry na pianinie i keyboradzie... chociaż można mieć wątpliwości, kto tak faktycznie na tym keyboardzie gra- ona czy Rudolf.
I've started to take piano and keyboard lessons, but when you look at the pic below you may have doubts who's really the keyboardist - me or Rudolph ;)
Zadomowiony na całego Rudi i staruszek Dżinks:
Rudolph and my oldest cat - Jeanks.
Przyjaźń - Friendship:

Przyjaciele Suzi i Rudolf - kot kuzynki. Ależ parę miesięcy temu była piękna pogoda!
Friends Susie and Rudolph - my cousin's cat. It's hard to believe there was such a beautiful weather a few months ago!

piątek, 24 kwietnia 2009

Piątkowe popołudnie

Tym razem powstrzymam się od przynudzania, a wrzucę parę zdjęć z popołudnia. Tak mniej więcej wygląda każde popołudnie spędzane na ogrodzie. Zwierzaki nas nie opuszczają :) Zestaw piątkowy mniej więcej taki sam jak niedzielny. Zabrakło jedynie Białaski, Rudaska i Bursztyna.

Suzi:
Niby starcie. W rolach głównych: Oska i Suzi
Moja śliczna Czarna Pantera, kryptonim "Oska"


Oska i Dżinks:
Dżinksiorek:
Wspomniana w poprzednim wpisie ciekawska kurka:



niedziela, 19 kwietnia 2009

Niedziela

Cudowna pogoda skłoniła nas dzisiaj do spędzenia prawie całego dnia w ogrodzie. Podczas gdy ja próbowałam złapać odrobine opalenizny, zwierzaki wygrzewały się w słońcu zalegając na rabatce, gdzie zasadniczo powinny rosnąć aksamitki, ale dziwnym trafem rośnie tylko trawa, którą tydzień temu z rabatki wyrwałam.
Dzinks i Rudy zawarli chyba pakt, bo od jakiegoś czasu trzymają się razem. Razem spią, razem jedzą, razem ganiaja te same urojone myszy, razem wylegują się w rabatkowej ziemi.
Oska najpierw ułozyła się na moich kolanach, ale najwidoczniej słońce za bardzo piekło, więc wyłożyła się za rabatkową lampą, która rzucała odrobinę cienia na czarne futerko.
Jedynie Białaska zajęła sie czyms konkretnym - polowaniem na ptaki, na których brak dzisiaj narzekać nie mogła. Były i szpaki, i sikorki, i wróble... kopciuszek, dzięcioł i muchołówka też sie pojawiły - na szczęście w odległości bezpiecznej od zainteresowanej nimi koteczki. Zniesmaczona przydreptała do mnie dając do zrozumienia, że mam jej jakiegoś ptaka upolować. Gdy zorientowała się, że na to też nie może liczyc podreptała na dach kurnika, skąd miała doskonały punkt obserwacyjny na cały ogród i posesje sąsiadów.
Bursztynek po spędzeniu 7 m-cy wyłącznie w domu jest zachwycony podwórkiem. Odezwała się w nim natura odkrywcy i znika na całe dnie. Ostatnio szlajał się 2 dni bez przerwy po okolicy i postanowił wrócić dziś o 6 rano, kiedy ja i D. smacznie spaliśmy po imprezie, wyrywając nas z błogostanu rozpaczliwym miauczeniem pod oknem sypialni. Stac mnie było tylko na to, by po omacku doczłapać do drzwi balkonowych, wpuścić marudę i wrócic do łózka.
Suzi postanowiła strzec nas dzisiaj przed kogutem, który to, jak na tchórza przystało, potrafi zaatakować siedzących w ogrodzie ludzi od tyłu, gdy oni najmniej się tego spodziewają.
Towarzyszyła nam też jedna z kurek, która zapamiętała, że siedzący w ogrodzie ludzie = jedzonko :) Krążyła wokól ogrodowego stolika przypominając nam o swoim istnieniu delikatnym poddziobywaniem. Niestety, oprócz czekolady i kawy nic nie mogliśmy kurce zaoferować.
A w związku z tym, że miałam lenia, nie ma zdjęć zwierzaków... nie chciało mi się lecieć do domu po aparat. Obiecuję poprawę! :)
Pozdrowienia dla wszystkich od Bursztyna, który właśnie przylazł na biurko pozasłaniać mi klawiaturę. W końcu to on powinien być w centrum uwagi, a nie jakiś laptop ;)) O, do pozdrowień dołącza się też Oska - właśnie dołączyła do Bursztyna starając się zasłonić tę część laptopa, której nie udało się zasłonić Bursztynowi :) Kończę, ponieważ każdy ruch mojej ręki spotyka się z niezadowolonym "mrrrau" Bursztyna, który zaległ na mojej prawej ręce, skutecznie utrudniając pisanie.

wtorek, 3 lutego 2009

Powrót :)

Jesteśmy z powrotem :) Na początek kilka fotek Oski i wyrośniętej już "Czarnej Rozpaczy" ;) Tak tak, w dalszym ciągu jest z nami. Nikt nie chce kociaczka przez to zapewne, że ten non stop drze swą maleńka paszczę - w tej kwestii nic sie niestety nie zmieniło. Jeśli ktoś nie wierzy, 2 pierwsze fotki rozproszą wątpliwości :) Kicia ma już 6 miesięcy i zaczyna być kropka w kropkę podobna do Oski. Nawet ja mam czasem problem z odróżnieniem tej dwójki. Różnią się jedynie kolorem oczu - Oski są zielone, Diablika bursztynowe... no i Diablik ma trójkątny łepek. Diablik stał się też taką samą przylepą jak Oska. Czasami czuję się jak czarnoksiężnik jakiś - zawsze, na każdym miejscu i o każdej porze towarzyszą mi dwa czarne koty, nawet teraz. Jeden okupuje lewą stronę laptopa, drugi prawą, z czego jeden głosno ponagla mnie bym już zamykała laptopa. A gdy przeniosę się do drugiego pokoju, dwa czarne koty podąża za mną i zapewne usadowią się obok mnie na kanapie. Diablik wlasnie uznał, że chyba go nie słysze, więc postanowił usiąść pomiędzy mna i laptopem bym łaskawie go zauważyła. Patrzę więc na monitor spomiędzy uszu kota...
Co słychać u reszty - jest dobrze ;) Dżinksio i Rudasek baardzo się zaokrąglili, co wcale nie umniejsza ich urodzie, a wręcz przeciwnie! :) Szczególnie Dżinks wygląda przeuroczo ze swoją tuszą. Białaska chadza swoimi ścieżkami, bycie przylepą nie jest w jej guście. To ona decyduje o tym kiedy i czy w ogóle chce być głaskana. Księżna normalnie!
Suzi czeka w tym miesiącu sterylka. Bidula nawet się nie spodziewa, Pancia zaś przekonuje samą siebie do tego, by wreszcie zadzwonić do weta i zamówić wizytę, a trzeba sie spieszyć!
Niestety nie wiem co dzieję się z Diabliczką i Kropeczką. Próbowałam się skontaktować z ich nowymi właścicielami, ale bezskutecznie. Żyję zatem nadzieją, że są szczęśliwe.


Diablik:
Oska:

wtorek, 25 listopada 2008

Zimowo

Jakoś ostatnio u nas sennie aż mdli ;)) Nic się nie dzieje... nuuuudaaa... czasem tylko jakaś Kropka wyskoczy znienacka zza roga, jakaś Czarna Rozpacz zakwili w kącie lub na fotelu bez powodu, Coś Ciężkiego przebiegnie po śpiących ludziach tam i... no nie, z powrotem już nie, bo od razu zasypia - i dobrze, bo mój kręgosłup ma jednak ograniczoną nośność :] Jakiś Suzik rozszarpie dopiero co zakupiony, misternie ułożony stroik, który wcześniej jakiś mały łaciaty kot cierpiący na ADHD ściągnął z kuchennego stołu. I tak się toczy dzień za dniem.
Apropos, Czarna Rozpacz to pseudonim artystyczny Diablika. Wziął się stąd, że ta mała gadzina prawie cały czas drze paszczę... nawet przez sen.
Coś Ciężkiego to w zależności od pory nocy/dnia Rudy albo Dżinks. Pasą się jak prosiaki na szynkę! Już im ograniczyłam pory karmienia do dwóch tylko - rano i wieczorem, zakupiłam dietetyczna karmę dla kastratów, a te cholery ciągle rosną. Niedługo w drzwiach się nie zmieszczą :> Przyjmuję wersje, że obrastają tłuszczem w związku z nadejściem zimy. W końcu dwie królewny wcale nie są szczuplejsze, z czego jedna Oska jeszcze przejawia jakiekolwiek chęci do wzmozonego wysiłku jakim jest przejście z jednego fotela na drugi, albo w ostateczności zabawa w polowanie na Kropkę. Białaska jak już przyjdzie do domu, to ogranicza aktywność do oddychania, spania i wyżerania ukradkiem (taaa, jakby nikt tego nie widział) smakołyków maleńtasom.
Parę dni temu nieźle się uśmialiśmy, ponieważ Kropka wystraszyła się drewnianego kota stojącego obok TV. Nastroszyła się jak mały jeż i ruszyła na zwiad.... jak to dobrze, że był pod ręka aparat!

Yin - Yang???? Chyba nie, bo na zdjęciu są 3 żywioły, a nie dwa :P
Pancia padła po dniu pracy, na nia padły zwierzaki
Zjeżona Kropka


wtorek, 28 października 2008

Jedna wielka rodzina

Razem śpią, razem jedzą... aż strach pomyśleć co jeszcze razem robią :)) I tylko biedna Suzi ciągle na uboczu ;))

piątek, 24 października 2008

Wieści

Co u nas.... mnie dręczy chandra jakowaś i tylko pozostaje mi podziwiać kociaki, że nic nie jest w stanie pozbawic je energii zyciowej i pomysłów. Czasem wręcz mam wrażenie, że objawia się u nich swoiste ADHD...szczególnie w okolicach 4 rano, kiedy to mam jeszcze cała godzinę snu przed sobą. Juz nawet Kropce się udziela. Dziś np. odkryła pralkę w kuchni i postanowiła spenetrować ją od środka. Wspięła się z trudem, wskoczyła do bębna i zaczęła bawić się w chowanego z ..... Suzi. (Zdjęcia poniżej, a ja będę musiała uważnie przeglądać wnętrze pralki zanim włączę pranie ;)) Potem, podczas gdy ja zmywałam po obiedzie, postanowiła wspiąć się po moich nogach aż na ramię... jak to dobrze że założyłam spodnie! Aby nie było nudno i mało oryginalnie, trzeba było sobie wspinaczkę urozmaicić ugryzieniem mnie w kolano, by, po osiągnięciu celu, usadowić się wygodnie na moim ramieniu, skutecznie uniemożliwiając mi dalsze prace w kuchni :)
Kastraci maja się wyśmienicie - w zasadzie jedzą i śpią i nie jest to bynajmniej powód do zmartwień, ponieważ Rudi od zawsze był leniem, natomiast Dżinks w końcu nim się stał. Wychodzi na dwór, ale po jakimś czasie grzecznie wraca do domu :)
Jakąś nerwowość zauważam ostatnio u Pań - Oska i Białaska nie potrafią przejść obok siebie spokojnie - muszą albo na siebie nawarczeć, albo w ostateczności wystrzelać jedna drugiej po łbie. Krew sie jeszcze nie polała na szczęście ;)) Przy czym Oska z dnia na dzień coraz bardziej odkrywa przed nami swoje prawdziwe "ja". Pokazała już jak pięknie potrafi hipnotyzować talerz z jedzeniem siedząc na kanapie pomiędzy nami i starając się jak najbardziej wtopić w zielone tło kanapy. Pokazała też, że potrafi się bawić - z nami lub sama ze sobą albo z Maleńtasami. Śmiesznie to wygląda jak wielka czarna kocica podskakuje do góry jak mały kitek próbując schwytać urojoną muchę :]
Jedynie Księżniczka się nie zmienia - w końcu jakby to wyglądało, gdyby kot o tak szlachetnej prezencji tarzał się po dywanie jak jakiś młodzik ;)
Od jakiegoś czasu wiadomo też, jak odróżnić Diabliki od siebie. Dziewczynka ma pod szyją biały śliniaczek widoczny na fotce, Diablik natomiast jest cały czarny.... i non stop drze paszczę - gdy ktoś obok niego przechodzi, gdy on przechodzi obok kogoś, gdy chce jeść, pić, gdy mnie wita, gdy jest zły, zniecierpliwiony, rozanielony itd. :)))
Pozdrawiamy wszystkich odwiedzających! :)

Zdjęcie rodzinne - mama i córcia:

Hrabia von Dżinks:
Rudziolek:
Rozbawiona Oska:

Diabliczka:
Diablik i Suzi:
Pralkot:



Pralkot wypadający z pralki:
Wszystko jedno gdzie, byleby było wygodnie:

Zlokalizuj Kropkę. W tle na meblach 2 ciemne kształty wykorzystują fakt niezamknięcia przez D. szuflady:

środa, 15 października 2008

Niusy

Dżinks i Rudy czują się fantastycznie - wrócili jeszcze wczoraj do domu i jakoś nie mają zamiaru udawać się gdziekolwiek.
Oska odzyskała swój głosik a Kropcia przestała się drapać w uszko. Nagłe ozdrowienie, czy udają?
Mali odkrywcy natomiast znaleźli nagle 2 niezidentyfikowane obiekty w przedpokoju. Trzeba je było dokładnie zbadać z każdej strony żeby ustalić do czego służą i czy przypadkiem nie stanowią zagrożenia dla kocich istnień. Obiekty zidentyfikowano jako kolejną świetną kryjówkę i dodatkowo - drapak.






wtorek, 14 października 2008

Ofermy

Jest już "jutro rano". Ofiara losu w postaci D. otwarła drzwi łazienki olewając pierzchające stamtąd Kocury, druga ofiara losu w postaci ojczulka szanownego otworzyła drzwi do piwnicy i koty spierdzieliły piwnicą na dwór.
Jedno mnie cieszy - czują się chyba o wiele lepiej niz wczoraj wieczorem - to założenie, bo podczas gdy dwie ludzkie ofermy rozłaziły się jak żółwie po domu, ja jeszcze spałam - była 5.00, a wstaję 5.15.
Cieszy mnie, że kociaki odzyskały swą żywiołowość, ale martwi to, że będąc osłabione mogą złapać jakiegoś wirusa! Jestem wręcz pewna, że wrócą z kocią grypa czy innym paskudztwem. Miały siedzieć w domu przez następne 10 dni, a nie zasuwać w chaszczach u sąsiadów. I taka to kurde bezsensowna robota - jeden coś robi, a dwóch pajaców wszystko niweczy.

poniedziałek, 13 października 2008

Doomsday

Część I.
No i zostawiłam Kociaste u weta. Mam je odebrać popołudniu gdy będą juz wybudzone.
Cyrk na kólkach miałam rano z pakowaniem Kocurków do transporterów. Dżinks w zasadzie przyjął fakt zamknięcia go w jeszcze mniejszym pomieszczeniu bez wiekszych emocji, natomiast Rudy wpadł w totalną panikę. Już wczoraj, gdy zamknęłam go z Dżinksem w "izolatce" robił wielkie oczy jak kot ze Shreka miaucząc rozpaczliwie. Dziś rano wypadł z izolatki jak poparzony, przywarł do ziemi i tak spłaszczony jak dywanik próbował przepełznąć pod moimi rękami na dwór, ale niecne łapy złapały Kicię i wpakowały do transportera. Siedząc w transporterze próbował wyważyć pycholem drzwiczki - niewiele brakowało i manewr by się udał, ale niecne łapy złapały Kocinę z transporterem i wrzuciły do auta - drzwiczkami do oparcia fotela żeby cholera ich nie wyrwała. I tak z towarzyszeniem rozwrzeszczanego kociego duetu dotarliśmy do weta.
CDN...

Część II.
Są w domu. Panowie podobno dzielnie się spisali, choć Dżinks zwymiotował na stole operacyjnym i zastanawiam sie co zeżarł skoro zgodnie z zaleceniami weta nic wieczorem nie dostał. Schował sobie chrupki na czarną godzinę, czy jak??? I tak jak Rudy nawet nie patrzy na jedzenie, tak Dzinks przywarł do miski i trudno go od niej odpędzić. Wet uznał, że Kocurki mogą cos zjeśc jak będą chciały więc chyba nie ma sie czym przejmować.
Łapy sie im plączą, ale nie przeszkadza im to wskakiwać na kaloryfery i fotele. Rudy od razu zabunkrował się w swoim azylu za zasłoną, Dżinks - na kaloryferze w kuchni. Nie jest źle, ale na wszelki wypadek zamknęłam Kiciorki w łazience - maja tam ciepło i przytulnie.... i przede wszystkim z linoleum łatwo usunąć kocie pawie. To chyba domena Rudego, bo odkąd znalazł się w domu już 3 razy zapaskudził mi podłogę... uhhh... jak to dobrze, że siedział w przedpokoju, a nie w pokoju na dywanie! Zobaczymy co będzie jutro rano.

Ps. dostałam rabat i gratis tabletki na robale dla Kotek ;) No i dziękujemy za trzymanie za nas kciuków!

Dżinks po wypuszczeniu z klatki (to małe czarne to jeden z Diabełków):
Dżinks chwilę potem:
Rudy po wypuszczeniu z klatki-Oska sprawdza czemu on taki nieruchawy:
Rudy chwile potem (dwie chwile potem dostał po łbie od Oski):