niedziela, 26 kwietnia 2009

Kot Ninja

Kot Ninja. Muszę przyznać, że moje zwierzaki, aczkolwiek wielce inteligentne, takich umiejętności jeszcze nie posiadły :) Może mały kurs?

piątek, 24 kwietnia 2009

Piątkowe popołudnie

Tym razem powstrzymam się od przynudzania, a wrzucę parę zdjęć z popołudnia. Tak mniej więcej wygląda każde popołudnie spędzane na ogrodzie. Zwierzaki nas nie opuszczają :) Zestaw piątkowy mniej więcej taki sam jak niedzielny. Zabrakło jedynie Białaski, Rudaska i Bursztyna.

Suzi:
Niby starcie. W rolach głównych: Oska i Suzi
Moja śliczna Czarna Pantera, kryptonim "Oska"


Oska i Dżinks:
Dżinksiorek:
Wspomniana w poprzednim wpisie ciekawska kurka:



niedziela, 19 kwietnia 2009

Niedziela

Cudowna pogoda skłoniła nas dzisiaj do spędzenia prawie całego dnia w ogrodzie. Podczas gdy ja próbowałam złapać odrobine opalenizny, zwierzaki wygrzewały się w słońcu zalegając na rabatce, gdzie zasadniczo powinny rosnąć aksamitki, ale dziwnym trafem rośnie tylko trawa, którą tydzień temu z rabatki wyrwałam.
Dzinks i Rudy zawarli chyba pakt, bo od jakiegoś czasu trzymają się razem. Razem spią, razem jedzą, razem ganiaja te same urojone myszy, razem wylegują się w rabatkowej ziemi.
Oska najpierw ułozyła się na moich kolanach, ale najwidoczniej słońce za bardzo piekło, więc wyłożyła się za rabatkową lampą, która rzucała odrobinę cienia na czarne futerko.
Jedynie Białaska zajęła sie czyms konkretnym - polowaniem na ptaki, na których brak dzisiaj narzekać nie mogła. Były i szpaki, i sikorki, i wróble... kopciuszek, dzięcioł i muchołówka też sie pojawiły - na szczęście w odległości bezpiecznej od zainteresowanej nimi koteczki. Zniesmaczona przydreptała do mnie dając do zrozumienia, że mam jej jakiegoś ptaka upolować. Gdy zorientowała się, że na to też nie może liczyc podreptała na dach kurnika, skąd miała doskonały punkt obserwacyjny na cały ogród i posesje sąsiadów.
Bursztynek po spędzeniu 7 m-cy wyłącznie w domu jest zachwycony podwórkiem. Odezwała się w nim natura odkrywcy i znika na całe dnie. Ostatnio szlajał się 2 dni bez przerwy po okolicy i postanowił wrócić dziś o 6 rano, kiedy ja i D. smacznie spaliśmy po imprezie, wyrywając nas z błogostanu rozpaczliwym miauczeniem pod oknem sypialni. Stac mnie było tylko na to, by po omacku doczłapać do drzwi balkonowych, wpuścić marudę i wrócic do łózka.
Suzi postanowiła strzec nas dzisiaj przed kogutem, który to, jak na tchórza przystało, potrafi zaatakować siedzących w ogrodzie ludzi od tyłu, gdy oni najmniej się tego spodziewają.
Towarzyszyła nam też jedna z kurek, która zapamiętała, że siedzący w ogrodzie ludzie = jedzonko :) Krążyła wokól ogrodowego stolika przypominając nam o swoim istnieniu delikatnym poddziobywaniem. Niestety, oprócz czekolady i kawy nic nie mogliśmy kurce zaoferować.
A w związku z tym, że miałam lenia, nie ma zdjęć zwierzaków... nie chciało mi się lecieć do domu po aparat. Obiecuję poprawę! :)
Pozdrowienia dla wszystkich od Bursztyna, który właśnie przylazł na biurko pozasłaniać mi klawiaturę. W końcu to on powinien być w centrum uwagi, a nie jakiś laptop ;)) O, do pozdrowień dołącza się też Oska - właśnie dołączyła do Bursztyna starając się zasłonić tę część laptopa, której nie udało się zasłonić Bursztynowi :) Kończę, ponieważ każdy ruch mojej ręki spotyka się z niezadowolonym "mrrrau" Bursztyna, który zaległ na mojej prawej ręce, skutecznie utrudniając pisanie.

poniedziałek, 2 marca 2009

Decyzja zapadła

To oznacza, że Diablik ostatecznie zostaje u nas. Został też przemianowany z roboczego "Diablika" na Bursztyna :) Nad imieniem nie zastanawiałam się zbyt długo - wystarczyło spojrzeć w bursztynowe oczy koteczka i imię samo się znalazło :)
Poniżej:

Pancio zakupił płytę główną do komputera, pozostałość po niej Gigakoty umiejętnie zaanektowały :) Ciekawe który z nich to Oska, a który Bursztynek... ;))


Ktoś mógłby pomyśleć, że biedaczki koty nic do picia nie dostają, i to dlatego Oska rzuciła się na bryłkę lodu zalegającą przez moment w zlewie...
Wszędzie dobrze, ale na kolanach Panci najwygodniej... to nic, że Panci w tej pozycji za wygodnie nie było, biorąc pod uwagę fakt, że musiała górna częśc tułowia wykręcić o 90 stopni w stosunku do dolnej części. No ale czegóż się nie robi, żeby nie zbudzic śpiącej kociny...

niedziela, 22 lutego 2009

Parę fotek


Tak właśnie przeszkadzamy panci, gdy ona próbuje popracować na laptopie :)

sobota, 7 lutego 2009

Mysza

Tak, dałam sie skusić przemiłej pani w sklepie zoologicznym i zakupiłam dla kociastych zabawkę - mysz sznurkową z czymś szeleszczącym wewnątrz. Niestety kociaste nawet się myszą nie zainteresowały, totalnie olały temat, zaś dziś rano znalazłam ową mysz w paszczy Suzinki. Dobrze, że zabawka się nie marnuje, ale teraz to sie obawiam, że długo nie wytrzyma naporu Suzinych ząbków. Chwilowo jeszcze jest w całości, no ale skoro Suzi wyszarpała listwę przypodłogową oraz kawałek balkonu, to dlaczego miałaby nie poradzić sobie z taką zabaweczką, prawda? ;)
Apropos ząbków - Diablik znalazł nowy sposób okazywania nam swoich uczuć - podgryzanie. Podchodzi, niby to ociera się o ręke żeby za sekundę walnąć mnie zębami. Na szczęście żadna z moich rąk jeszcze nie ucierpiała, bo kocinka jest wyjątkowo delikatna... i oby tak zostało :)



wtorek, 3 lutego 2009

Powrót :)

Jesteśmy z powrotem :) Na początek kilka fotek Oski i wyrośniętej już "Czarnej Rozpaczy" ;) Tak tak, w dalszym ciągu jest z nami. Nikt nie chce kociaczka przez to zapewne, że ten non stop drze swą maleńka paszczę - w tej kwestii nic sie niestety nie zmieniło. Jeśli ktoś nie wierzy, 2 pierwsze fotki rozproszą wątpliwości :) Kicia ma już 6 miesięcy i zaczyna być kropka w kropkę podobna do Oski. Nawet ja mam czasem problem z odróżnieniem tej dwójki. Różnią się jedynie kolorem oczu - Oski są zielone, Diablika bursztynowe... no i Diablik ma trójkątny łepek. Diablik stał się też taką samą przylepą jak Oska. Czasami czuję się jak czarnoksiężnik jakiś - zawsze, na każdym miejscu i o każdej porze towarzyszą mi dwa czarne koty, nawet teraz. Jeden okupuje lewą stronę laptopa, drugi prawą, z czego jeden głosno ponagla mnie bym już zamykała laptopa. A gdy przeniosę się do drugiego pokoju, dwa czarne koty podąża za mną i zapewne usadowią się obok mnie na kanapie. Diablik wlasnie uznał, że chyba go nie słysze, więc postanowił usiąść pomiędzy mna i laptopem bym łaskawie go zauważyła. Patrzę więc na monitor spomiędzy uszu kota...
Co słychać u reszty - jest dobrze ;) Dżinksio i Rudasek baardzo się zaokrąglili, co wcale nie umniejsza ich urodzie, a wręcz przeciwnie! :) Szczególnie Dżinks wygląda przeuroczo ze swoją tuszą. Białaska chadza swoimi ścieżkami, bycie przylepą nie jest w jej guście. To ona decyduje o tym kiedy i czy w ogóle chce być głaskana. Księżna normalnie!
Suzi czeka w tym miesiącu sterylka. Bidula nawet się nie spodziewa, Pancia zaś przekonuje samą siebie do tego, by wreszcie zadzwonić do weta i zamówić wizytę, a trzeba sie spieszyć!
Niestety nie wiem co dzieję się z Diabliczką i Kropeczką. Próbowałam się skontaktować z ich nowymi właścicielami, ale bezskutecznie. Żyję zatem nadzieją, że są szczęśliwe.


Diablik:
Oska:

niedziela, 21 grudnia 2008

I Love Your Blog


Jakiś czas temu zostałam bardzo mile zaskoczona przez Prowincjonalną Nauczycielkę a zarazem autorkę Kocio-Kwika, która wyróżniła mój blog tytułem I Love Your Blog :) Dziękujemy raz jeszcze!
Trochę trwało zanim podjęłam decyzję, które blogi wyróżnić, ponieważ wszystkie te, które znajdują się w moich linkach są szczególne i zasługują na uwagę. Ale ponieważ ma ich być tylko 7, nie mam wyjścia:

1. Kocio-Kwik

2. Pamiętnik Burej Kotki z Podwórka

3. Łakocie

4. Efka i Koty

5. Sztuka Mruczenia

6. Kot - Dziewczynka

7. Pure Shores

Blogi te uczą bezwarunkowej miłości do kotów, pełnej poświęcenia i wyrozumiałości. Historie opowiedziane czasem z punktu widzenia kocich stworzeń wzruszają i bawią jednocześnie oraz pozwalają wierzyć, że są jeszcze ludzie, którzy cały swój czas potrafią poświęcić dla ratowania maleńkich kocich istnień.
Mbmm zaś zasługuje na szczególne wyróżnienie, ponieważ to Ona zainspirowała mnie do stworzenia swojego własnego bloga. Nie pamiętam już jak do Niej trafiłam, wiem tylko że każdy dzień zaczynam od czytania właśnie Jej bloga. Chyba zawsze będa Ją darzyć najwiekszym sentymentem :)

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Przylepa

Tak można powiedzieć o Osce. Każdy z naszych kotów jest jedyny w swoim rodzaju, ale Oska od początku była inna niż wszystkie.
Gdy siostra wypuściła ją z koszyka, Oseczka jak gdyby nigdy nic, nie spiesząc się, stawiając dostojnie łapkę za łapką, z zadartym ogonkiem powędrowała sobie od razu na "koci" fotel. Dla niewtajemniczonych - koci fotel to ten, na którym zawsze można znaleźć kota, i mimo że fotele wystepują u mnie w liczbie sztuk 2, koty i tak wybiorą właśnie TEN, a nie inny. Mało tego, koci fotel jest także ulubionym fotelem Suzi, a wówczas mamy juz problem, ponieważ Suzi i koty sztuk 4 (wtedy, obecnie 5, a nie tak dawno 7) raczej nie są w stanie zmieścić się na powierzchni 50x50. Tak więc Osiaczek usadowił się na kocim fotelu i nie zamierzał się nigdzie stamtąd ruszać. Nazajutrz odkryła dopiero, że oprócz kociego fotela istnieje jeszcze jakieś pomieszczenie z mięciutką pościelą i tam się też zabunkrowała. No cóz, jako że kicia nowa, nie chcieliśmy jej stresować i pozwalaliśmy sypiać w łóżku... do czasu. Reszta towarzystwa wydawała się nie rozumieć dlaczego nowy domownik jest faworyzowany więc trzeba było zrównać Osiaczka w prawach z pozostała gromadką. Oj, pamiętam jakie oczy wywaliła na mnie Białaska, gdy zrzuciłam ją z pościeli... "ale jak to? Ona może a ja to co? Pies??". Osiaczek do dziś ma jakiś sentyment do sypialni, bo staje czasami na progu przed zamkniętymi drzwiami, zadziera swój okrągły łepek do góry i patrząc złotymi oczami mówi: "miau", co w wolnym tłumaczeniu oznacza zapewne prosbę o otwarcie drzwi. Mało tego nauczyła tej sztuczki swoje dwa czarne Diabliki. Gdy więc wstawałam rano do pracy i otwierałam drzwi sypialni padałam ze śmiechu widząc 3 czarne postacie usadowione na progu, czekające tylko na okazje by wedrzeć się do środka. O zgrozo, a ja myślałam z początku, że one mnie tak miło witają...
Wracając do Osiaczka - kicia przemiła, ale jakoś nigdy nie była skora do okazywania uczuć. Nie protestowała, gdy ktos ja głaskał, czy brał na kolana, ale też Jej Wysokośc sama po mizianie nie przyszła. Dopiero jakiś miesiąc czy 2 temu zauważyłam, że koteczka zaczyna domagać się uwagi. Zdarzało się, że ni stąd ni zowąd kicia wskakiwała na laptopa, ale na tym zabawa sie kończyła. Któregoś dnia jednak siedziałam sobie tak jak dzisiaj przed laptopem i cos dziobałam. Kątem oka widziałam, że do pokoju weszła Oska, znudzona jakby, rozejrzała się dokoła leniwie, zauwazyła mnie i podeszła. Usiadła obok krzesła i patrząc na mnie a jednocześnie udając że nie patrzy (skomplikowane, ale kociarze wiedzą zapewne o czym mowa) zaczęła mruczeć. W związku z kompletnym brakiem uwagi z mojej strony, postanowiła przedsięwziąć bardziej radykalne kroki. Wskoczyła na biurko i usadowiła się obok mojego ramienia, o dziwo nie wchodząc na klawiaturę. Ja nic - dziobie sobie dalej co dziobałam, aż nagle czuję jakby ktos mnie trącił w ramię. Patrzę, a to Osiaczek trąciła mnie łepkiem. Pogłaskałam kicię - "pomyliła się" - pomyslałam. A tu znowu - pyk - Oska juz nie tylko trąciła mnie łepkiem, ale przywarła do mojego ramienia całą sobą. To było pierwsze przełamanie lodów. Teraz zdarza się jej to bardzo często. Wchodzi na biurko i przykleja sie do mojego ramienia. Trzeba wówczas przerwać pisanie i skupic uwage na Kocince, i głaskac tak długo az Kicia uzna, że już dość i sobie pójdzie. A gdy kicię weźmie się na ręce, układa się na ramieniu, łapeczka przy łapeczce, zamyka oczy i zaczyna mruczeć. Ewentualnie podziwia świat z wysoka wielce zainteresowana. Może tak siedzieć godzinami... teraz liczę jej ten czas w minutach, bowiem Kocinka przytyła troszku i po jakimś czasie zaczynają mi już drętwieć ręce.
Poza tym zasypia w pozycji "pokabrzuszek", poluje na urojone myszy, jakiś czas temu polowała nawet na Kropeczkę, teraz wystarcza jej dziura po sęku, który wypadł z deski w podłodze. Skacze na nią, gdy dziura najmniej się tego spodziewa, podskakuje jak mały źrebak, bokiem, z ogonem w pałąk i oczami jak spodki.
Taki to się z Oseczki pieszczoch i rozrabiaka zrobił :)

sobota, 6 grudnia 2008

Rozstanie nr 2.

W czwartek pożegnaliśmy się z naszą maleńką Kropeczką :( Jakoś było mi bardziej przykro niz wówczas, gdy oddawaliśmy Diabliczkę. Biedaczka, niczego nie podejrzewała - spała sobie na kanapie i nagle włożono ją do koszyka, przekazano w ręce jakiegoś obcego człowieka i zabrano z bezpiecznego domu. Oby w nowym miejscu była szczęśliwa. Ja w każdym razie przez ostatnie 2 noce prawie nie spałam - najpierw mi się śniło, że Kropeczka jest maltretowana, dzisiaj - że wróciła z powrotem do nas.
Już nikt nie będzie mi się wspinał po nogach, nie bacząc czy mam spodnie, czy ostatnią warstwą jest moja skóra- do dziś mam na nogach kropki po pazurach Kropki. Nikt już nie będzie łaził za mną z kąta w kąt, tak jak robiła to Kropka. Nikt już nie wpadnie mi do wanny, gdy biorę kąpiel... jaka szkoda... :(
Ciekawa jestem czy Suzi tęskni. Dzis próbowała zaczepiać Diablika dokładnie tak, jak to robiła w stosunku do Kropki, ale Diablik nie przejawiał ochoty do zabawy.
Mam też wieści dotyczące Diabliczki - podobno zadomowiła się w nowym miejscu na całego. Właścicielowi wdrapuje się na szyję i tak sobie siedzą... zobaczymy jak będzie z Kropką.
Poniżej kilka ostatnich fotek Kropki, i jej pierwsze, gdy miała 3 tygodnie.

Pancio kupił sobie buty, trzeba więc było się z tą sprawą bliżej zapoznać :)







Jedno z jej najsłodszych zdjęć:
3-tygodniowa Kropeczka:

wtorek, 25 listopada 2008

Zimowo

Jakoś ostatnio u nas sennie aż mdli ;)) Nic się nie dzieje... nuuuudaaa... czasem tylko jakaś Kropka wyskoczy znienacka zza roga, jakaś Czarna Rozpacz zakwili w kącie lub na fotelu bez powodu, Coś Ciężkiego przebiegnie po śpiących ludziach tam i... no nie, z powrotem już nie, bo od razu zasypia - i dobrze, bo mój kręgosłup ma jednak ograniczoną nośność :] Jakiś Suzik rozszarpie dopiero co zakupiony, misternie ułożony stroik, który wcześniej jakiś mały łaciaty kot cierpiący na ADHD ściągnął z kuchennego stołu. I tak się toczy dzień za dniem.
Apropos, Czarna Rozpacz to pseudonim artystyczny Diablika. Wziął się stąd, że ta mała gadzina prawie cały czas drze paszczę... nawet przez sen.
Coś Ciężkiego to w zależności od pory nocy/dnia Rudy albo Dżinks. Pasą się jak prosiaki na szynkę! Już im ograniczyłam pory karmienia do dwóch tylko - rano i wieczorem, zakupiłam dietetyczna karmę dla kastratów, a te cholery ciągle rosną. Niedługo w drzwiach się nie zmieszczą :> Przyjmuję wersje, że obrastają tłuszczem w związku z nadejściem zimy. W końcu dwie królewny wcale nie są szczuplejsze, z czego jedna Oska jeszcze przejawia jakiekolwiek chęci do wzmozonego wysiłku jakim jest przejście z jednego fotela na drugi, albo w ostateczności zabawa w polowanie na Kropkę. Białaska jak już przyjdzie do domu, to ogranicza aktywność do oddychania, spania i wyżerania ukradkiem (taaa, jakby nikt tego nie widział) smakołyków maleńtasom.
Parę dni temu nieźle się uśmialiśmy, ponieważ Kropka wystraszyła się drewnianego kota stojącego obok TV. Nastroszyła się jak mały jeż i ruszyła na zwiad.... jak to dobrze, że był pod ręka aparat!

Yin - Yang???? Chyba nie, bo na zdjęciu są 3 żywioły, a nie dwa :P
Pancia padła po dniu pracy, na nia padły zwierzaki
Zjeżona Kropka


wtorek, 11 listopada 2008

Pożegnanie

Wczoraj wieczorem pojechała do nowego domu Diabliczka. Z ciężkim sercem ją oddawałam... tym bardziej, że przez ostatnich kilka dni kicia zachowywała się tak, jakby czuła, że będzie sie musiała niedługo z nami pożegnać - łaziła za mną krok w krok, gdy brałam ją na ręce wtulała się we mnie pyszczkiem... i to spojrzenie wczoraj, które mówiło "dlaczego?". Szkoda, że tak krótko była z nami. Żałuję też, że rodzeństwo zostało rozdzielone, ale nowi właściciele nie chcieli kocurka...